Woydyłło: Wiek nie ma nic do jakości życia! Reportaże. 24 grudnia 2016, 19:45. TVN UWAGA! 220270. Chociaż ma 77 lat i ma doktorat z psychologii, wciąż pracuje, uczy się i pisze kolejne książki. Ewa Woydyłło - specjalistka od terapii uzależnień - tłumaczy jak fatalne skutki ma oddalanie się młodego pokolenia od seniorów. Listen online to Uniwersytet SWPS - Kobiecość (Nie)Doskonała - Dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska and find out more about its history, critical reception, and meaning. Gościem Popołudniowej rozmowy w RMF FM będzie psycholog i terapeutka dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska. Piotr Salak porozmawia z nią m.in. o emocjach w polityce i Woydyłło-Osiatyńska: kocham życie, nie trzymam się życia kurczowo. Fot. Bartek Syta. - Mąż kurczowo trzymał się życia. Nawet, gdy kres był nieuchronny, on dalej snuł plany, mówił: będę żyć. Ja jestem inna. Widzę piękno w tym, że się rodzimy, dojrzewamy, a na koniec odchodzimy, zostawiając miejsce innym - mówi dr Ewa Medytacja jako sztuka urealniania. @GosiaOhme Wszyscy wiemy, czym jest medytacja albo przynajmniej nam się tak wydaje. Ale wokół niej narosło tyle mitów i nieporozumień, że czas zacząć mówić o niej bez żadnej ściemy tak uważa Michał Niewęgłowski, który sam, podczas pewnego jesiennego kursu medyta Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. – Kultywowanie cech kobiety, które czynią ją poddaną, uległą, pozbawioną własnej wartości, jest szkodliwe dla całego społeczeństwa. Patriarchat zniszczył nie tylko kobiety, ale i mężczyzn – uważa Ewa Woydyłło-Osiatyńska, psycholożka i terapeutka uzależnień. Przypomnijmy: dr hab. Paweł Skrzydlewski, doradca ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, stwierdził niedawno, że jednym z priorytetów polityki oświatowej na przyszły rok szkolny jest „właściwe wychowanie kobiet, a mianowicie ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich”. Czym te ostatnie właściwie są? I czy mogą być kluczowe w budowaniu szczęśliwego życia? Ewa Bukowiecka-Janik: Ugruntowanie cnót niewieścich. Co pani o tym sądzi? Ewa Woydyłło-Osiatyńska: Dramatyczny styl wypowiedzi. „Cnoty niewieście”. Sama już nie wiem, czy to ironia, czy bezczelność… Bo kim jest właściwie niewiasta? Sprawdziłam to wcześniej. Niewiasta to z prasłowiańskiego „ta, której nikt nie zna, o której nikt nic nie wie”, nowa kobieta w rodzinie. Czyli młoda, tajemnicza i ta, której zachowaniu należy się przyglądać. Błędna etymologia to „ta, która nic nie wie” w opozycji do wiedźmy, czyli „tej, która wie”. Zrobiła pani coś bardzo cnotliwego teraz. Tak? Tak. Nie powtarza pani bezmyślnie po innych, myśli pani samodzielnie, choć zestawienie niewiasty i wiedźmy w kulturowym ujęciu mi się podoba. Jest dowcipne. Krytyczne myślenie to zdecydowanie cnota. Dlatego myślę, że sam pomysł ugruntowania cnót niewieścich, kiedy już go odrzemy z tej archaicznej stylistyki i wyjaśnimy, co znaczy, jest dobry. Chęć założenia rodziny, bycia żoną i mamą to nie jest żadna cnota. To może być plan na przyszłość, jeden z wielu. Cnoty to wartości, cechy, które sprawiają, że mamy dobre, udane, szczęśliwe życie To coś nowego. Polski internet kipi ze śmiechu, a sama koncepcja ugruntowania cnót niewieścich zdała się przelać czarę goryczy – Sejm debatował nad wotum nieufności dla ministra Czarnka. Nic dziwnego. Wciskanie kobietom cnót niewieścich w XXI w. w takim ujęciu jest jak uczenie w szkołach kaligrafii w dobie cyfryzacji. Jak ogłoszenie na akademiach sztuk pięknych: „Proszę państwa, wracamy wyłącznie do rytów naskalnych”. To kompromitacja. Natomiast cnoty niewieście same w sobie są paletą fantastycznych cech, których w Polsce najbardziej brakuje grupie mężczyzn pokroju autorów tych wypowiedzi i dlatego ich wdrażanie wśród mężczyzn mogłoby być bardzo pożyteczne. Próżność, egotyzm, zainteresowanie sobą w opozycji do oddania się rodzeniu dzieci i tworzeniu jedynego słusznego modelu rodziny. To są cnoty niewieście według resortu edukacji. Chęć założenia rodziny, bycia żoną i mamą to nie jest żadna cnota. To może być plan na przyszłość, jeden z wielu. Cnoty to wartości, cechy, które sprawiają, że mamy dobre, udane, szczęśliwe życie. „Cnoty niewieście”, skoro mamy trzymać się tej nieszczęsnej stylistyki, są zatem niczym innym, jak zaletami kobiet, które wchodzą w dorosłość. Zainteresowanie sobą i własnymi potrzebami jest kluczowym narzędziem w budowaniu szczęśliwego życia. To uświadomiła rzeszom Polek Natalia de Barbaro w „Czułej przewodniczce”. Właśnie. Do cnót niewieścich nawet w tym stereotypowym ujęciu należą też wrażliwość, delikatność, uważność, uczuciowość, empatia, szacunek do innych, łagodność. Czy jest w nich coś złego? Absolutnie nie. Każdy rodzic życzyłby sobie, aby jego dziecko zachowywało się w ten sposób. I jest to możliwe, gdy podchodzimy do dziecka z czułością, wrażliwością, zrozumieniem i szacunkiem. Całkowicie przeciwnie niż obecnie Ministerstwo Edukacji i Nauki podchodzi do młodzieży. Ono chce narzucać, rozkazywać, prawić, grozić palcem, nakładać sankcje. Tak wychowywane są kolejne pokolenia chłopaków, którzy zioną agresją i wychodzą na marsze niepodległości albo zostają kibolami, a od kobiet wymagają, żeby siedziały cicho w domu. Obserwuję Polaków jako psycholożka od kilku dekad i powiem pani, że jeśli komuś brakuje cnót w życiu, to głównie mężczyznom. Edukacja ma wielki wpływ na kształtowanie się mentalności i świadomości. Z badań czytelnictwa wynika, że mężczyźni czytają coraz mniej, zaś kobiety coraz więcej. Nie tylko w Polsce. Także więcej kobiet niż mężczyzn idzie na studia. Na uniwersytetach trzeciego wieku też widuję wyłącznie kobiety. Tych przepaści jest wiele i będą się one pogłębiać. Jestem terapeutką od wielu lat i gdy pracuję z kobietami nad problemami w ich związkach, najczęściej słyszę: „Bo mój mąż nie rozmawia”. „Kochanie, dokąd chciałbyś jechać na wakacje?”. „Obojętnie, załatw to” – słyszą w odpowiedzi. „Chcę porozmawiać”. „Daj mi spokój, o co ci chodzi”. Ten dialog, choć brzmi jak satyra, jest rzeczywistością wielu małżeństw. To jest wtórna niemota. Powrót do stanu atawistycznego. Szczeknąć mogę, warknąć, zajęczeć, ale nie umiem rozmawiać? Czytelnictwo to narzędzie konieczne do rozwoju. Bez czytania jesteśmy w stanie tylko powtarzać po innych. Ale edukacja i czytanie to też nauka wyrażania myśli i uczuć, co ewolucyjnie kobietom wychodzi po prostu lepiej. Kobiety potrafią się otwierać, słuchać, uczyć, przyznawać do błędu, pragną zmian, rozwoju i zyskują na tym. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Kobiety żyją dłużej, bo żyją lepiej. Kropka. Dlatego tak bardzo polskie kobiety wkurza, gdy to mężczyźni prawią o cnotach niewieścich i chcą decydować o naszych ciałach. To zjawisko również jest przejrzyste. Kobiety rzeczywiście zżymają się, że to mężczyźni chcą dyktować im, co mają robić i że to kolejny przejaw dyskryminacji. Oczywiście, jednak oni sami nie analizują tego aż tak głęboko. Zostają na poziomie: ja tu rządzę, więc mówię, co macie robić. Mentalność zmuszania, narzucania, przemawiania z ambony. Tak rządzą, tak traktują innych, tak chcą wychowywać dzieci i kształtować edukację, bo nie wiedzą, że to już nie zadziała. To jest pochodna czarnej pedagogiki. Wmawianie kobietom, jaka jest ich rola, to odmawianie im wolności, mówienie, co im wypada, a czego nie, to przedmiotowe traktowanie, dyskryminacja. To poważne nadużycie. Nikt nie powinien mieć takiej władzy nad drugim człowiekiem Czarna pedagogika niestety nie jest pieśnią przeszłości. Obecnie może nie mówi się już, że dzieci i ryby głosu nie mają, ale nadal dzieci traktuje się przedmiotowo i przejawia się to na rozmaite sposoby. Np. ocenianiem, wlepianiem etykiet. Próżność czy egotyzm do nich należą, dlatego obawiam się, że jakkolwiek karykaturalnie brzmi „ugruntowanie cnót niewieścich”, tak na poziomie przekazu trafią do części społeczeństwa. Nikt nie chce mieć próżnego dziecka. To nie jest zmartwienie szkoły. Ministerstwo Edukacji wykracza poza swoje kompetencje. Chce wychowywać zamiast uczyć. To, o czym pani mówi, to problem mentalności społeczeństwa. Rodzice wymagają: nauczcie nasze dziecko tego, czego sami nie umiemy. Dlatego połkną haczyk i dadzą się nabrać na „ugruntowanie cnót niewieścich”. Egoizm wynosi się z domu, z kolei próżność rozumiana jako koncentrowanie się na swoim lustrzanym odbiciu jest efektem zaniedbania intelektualnego rozwoju. Dzieci kopiują z dorosłych – i to nie tych napotkanych w szkole. Szkoła ma obowiązek być dobrym miejscem – takim, do którego dzieci nie boją się i chcą chodzić. Sączenie „cnót niewieścich” w postaci szkodliwych przekonań o kobiecości z XIX w. skończy się propagowaniem kultury gwałtu i przyzwoleniem na przemoc? Jeśli uznamy słownik, w którym cnoty niewieście to chęć rodzenia dzieci i koncentrowanie się na budowaniu rodziny z mężczyzną, to można powiedzieć, że cnotami niewieścimi jest piekło wybrukowane. Kultywowanie cech kobiety, które czynią ją poddaną, uległą, pozbawioną własnej wartości, jest szkodliwe dla całego społeczeństwa. Patriarchat zniszczył nie tylko kobiety, ale i mężczyzn. Mężczyźni nadużywają władzy, bo nie potrafią postępować godnie, normalnie. Wmawianie kobietom, jaka jest ich rola, to odmawianie im wolności, mówienie, co im wypada, a czego nie, to przedmiotowe traktowanie, dyskryminacja. To poważne nadużycie. Nikt nie powinien mieć takiej władzy nad drugim człowiekiem. Jako terapeutka, pracująca głównie z kobietami, których mężowie są uzależnieni od alkoholu, obserwuję z bliska tragiczne skutki wychowania dziewczynki na uległe dorosłe. Kobieta, która idzie w świat ze zdruzgotaną samooceną przez wieczne wmawianie jej, jaka ma być oraz z poczuciem, że na miłość i szacunek trzeba zasłużyć, to przyszła ofiara. Prędzej czy później nią będzie. Samo narzucanie takiego myślenia, trwanie w nim jedynie spowalnia proces zmian, który już się dzieje. Widzimy to choćby na strajkach kobiet. Wychowywanie dziewczynek do cnót niewieścich nie sprawi, że kobiety zrezygnują z wykształcenia czy swoich praw. To sprawi, że będą musiały o nie walczyć, iść pod prąd, a tak być nie powinno i nie w każdym środowisku to się uda. Niestety znam i obserwuję wiele kobiet, które przez brak znajomości własnych potrzeb i umiejętności żyją w niewoli. Nie potrafią np. zarobić, żeby utrzymać siebie i dziecko, przez co boją się odejść od męża, który źle je traktuje. Niektóre z nich nawet o tym nie myślą. To tragedia nie tylko tej kobiety, ale całej rodziny. Tak, i całego społeczeństwa. Kobiety pragną tego samego, co każdy człowiek: wieść ciekawe życie w zgodzie ze sobą. To nie znaczy, że będą one rezygnować z macierzyństwa. To znaczy, że będą budować związki, zakładać rodziny, kształcić się, rozwijać, czyli robić wszystko, co ubogaca społeczeństwo. Cnoty niewieście takie, jakimi widzi je nasze ministerstwo edukacji, uniemożliwiają to. Zubażają. Natomiast ja się o polskie kobiety nie martwię. Każda dziewczynka poza nauczycielami i rodziną zna też inne dziewczyny i chłopaków. Ma dostęp do internetu. Czyta, obserwuje. Na jakimś etapie zbuduje się w niej świadomość swoich praw, a te nowe normy, o które walczą kobiety, staną się jej normami. Dowodem na to, że tak będzie, jest chyba historia współczesnych 30-, 40-latek, które wychowane często na grzeczne i potulne, stawiają na swoim i zaczynają żyć po swojemu. Nasze babcie i matki często urabiały się po łokcie, by sprostać wymaganiom patriarchatu, a my już postępujemy inaczej. Dokładnie. I byłoby super, gdyby wspierała je w tym szkoła, a nie sypała piachem w oczy. Jeśli jednak tego nie zrobi, to choć narobi po drodze wiele złego, ostatecznie się skompromituje. Feminizm jest już normą, tak jak normą stało się używanie elektryczności. Nikt już nie oświetla domów lampami naftowymi i już nikt nie cofnie kobiet do ról ukutych wieki temu. Nikt nie ma takiej mocy, jestem o tym przekonana. Zobacz także Doktor psychologii i terapeutka uzależnień. Specjalistka od rozwiązywania problemów i szukania drogi wyjścia z kryzysów. Ewa Woydyłło-Osiatyńska w rozmowie z Beatą Nowicką opowiada o sprężystości emocjonalnej, wojnie, strachu, pomaganiu, wstydzie, Kainie i Ablu, a przede wszystkim o sile kobiet! Beata Nowicka: Wisława Szymborska pisała: „Nie ma pytań pilniejszych od pytań naiwnych”. Więc pytam: jak żyć? „Jak żyć?” jest bardzo ważnym pytaniem. Każdy powinien je sobie zadać i niektórzy to robią. Odpowiedź brzmi: „Dobrze”. A jak dobrze żyć? Zacznę od przypowiastki. Pewnego razu wydawnictwo, z którym współpracuję od lat, przysłało mi pocztą egzemplarze mojej nowej książki. Rozpakowałam paczkę zachwycona, patrzę na piękną okładkę, tytuł i… konsternacja: „Woydyłło, ściągnęłaś to z czegoś”. Mówię do męża, który siedział obok mnie: „Z czego ja wzięłam ten tytuł?”. A mąż na to: „Dopiero teraz się zorientowałaś? Przecież ty już raz napisałaś taką książkę”. Byłam zdumiona. Okazało się, że 15 lat wcześniej w Instytucie Psychiatrii, gdzie byłam terapeutką uzależnień na oddziale odwykowym, nasz dział wydawniczy publikował moje małe książeczki, które pisałam dla pacjentów, ich rodzin i innych terapeutów. Tytuł mojej nowej książki brzmiał: „W zgodzie ze sobą”, a poprzedniej „Zgoda na siebie”. Nie był to przypadek. I teraz wracam do pytania – jak dobrze żyć? W zgodzie ze sobą? Właśnie! Oczywiście to jest wytrych. Do bardziej skomplikowanych ludzkich systemów nie będzie pasował, ale ten wytrych ma uniwersalne znaczenie. Masz być w zgodzie ze sobą, a jednocześnie tak postępować, aby nikt przez ciebie nie płakał. Wtedy człowiek żyje dobrze i jest szczęśliwy. Przykładem jest pani Henia, która pomaga mi w domu. Jej osobowość, rodzina, praca, jej stosunek do świata jest pełen ciepła i optymizmu. Nie chodzi o to, że ona jest codziennie w euforii czy ekstazie. Ona nawet nie chodzi do kościoła, więc to nie jest też kwestia życia duchowego. Po prostu tchnie od niej pogoda ducha. Jest superbabą, która stoi na dwóch mocnych nogach na ziemi i… czyni dobro. A jak się pomyli, to mówi przepraszam i dwa razy posprząta bez zapłaty. Umie wybrnąć z trudnych sytuacji. To się nazywa mądrość, dojrzałość, pogoda ducha i jest dostępne dla każdego. Nie ma na świecie istoty, która nie mogłaby tego urzeczywistnić. Czytaj także: Doktor Tomasz Rożek o groźbie wybuchu wojny atomowej i katastrofie klimatycznej Fot. Olga Majrowska Ewa Woydyłło-Osiatyńska w sesji dla „VIVY!”, kwiecień 2022 To ważne słowa, szczególnie teraz. Za nami dwa lata pandemii, wojna… Bądźmy realistami, my jeszcze nie wiemy, czy pandemia się skończyła. Epidemiolodzy i wirusolodzy mówią, że odrodzi się w innej formie, bo wirus skorzysta z tego, że takie kraje jak Polska odpuściły całkowicie. Wczoraj byłam w teatrze, jechałam metrem, wchodziłam do sklepów, nikt nie przestrzega żadnych rygorów, bo rząd je zniósł, ale ludzie kaszlą, kichają i nawet między sobą mówią: „Tak źle się czuję, że jutro chyba nie pójdę do pracy”. Testów nikt nie robi. Polak jest cwany, nie pójdzie przetestować się na własny koszt, jak nie musi, a nawet jak musiał, to nie szedł. A wirus sobie myśli: „Oni odpuścili, to ja się rozwinę i wypróbuję kilka nowych wariantów”. No więc mamy pandemię, do tego wybuchła wojna, żyjemy w nowej, upiornej rzeczywistości… …i płaczemy za światem, który w jakimś sensie się skończył. Niektórzy porównują to z 1939 rokiem. Pierwszą rzeczą, którą ludzie czują, jest przerażenie. To zupełnie normalne. Całą naszą wyobraźnię wypełniają wojenne obrazy znane z filmów. To, co dzieje się teraz, zdarza się po raz pierwszy w życiu trzech pokoleń. Poza tym jeszcze nie wiemy, w którą stronę rozwinie się sytuacja. Nikt tego nie wie. To też budzi lęk. Ale w ’39 było inaczej, Polska była sama. Już to mówiłam, ale powtórzę: jakie to niesamowite szczęście w tym potwornym nieszczęściu, że Putin napadł na Ukrainę w lutym. Gdyby poczekał 4–6 miesięcy, być może Polski nie byłoby już w Unii ani w NATO. A tu nagle ten sam rząd został przyjacielem Unii i prezydenta Bidena. Geografii nie zmieniliśmy, ale mamy sojuszników. To jest ważne. Czytaj także: Anja Rubik: „Okrucieństwo i brak człowieczeństwa są nie do opisania słowami. Świat powinien stanąć” Fot. Olga Majrowska Ewa Woydyłło-Osiatyńska w sesji dla „VIVY!”, kwiecień 2022 Mimo wszystko większość z nas czuje lęk i strach. W terminologii psychologicznej to dwa odmienne stany emocjonalne. Lęk ma nieokreśloną przyczynę, to stan, który nie wskazuje palcem zagrożenia. Strach jest gwałtowną reakcją na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Strach jest ucieleśniony, lęk rozproszony. Taka jest definicja psychiatryczna. Ja z kolei jestem lingwistką z pasji, mówię obrazowo i używam wymiennie: obawa, trwoga, terror, strach, przerażenie, lęk, niepokój. Musimy się z tym zmierzyć, nie ma innego wyjścia. To od nas zależy, czy te myśli dopuścimy, czy powiemy: „Przepraszam, pomyłka”. Wczoraj zadzwoniła do mnie jakaś pani z prośbą o wywiad. Zapytałam, o czym, i usłyszałam: „Jak kobiety mają przetrwać ten straszny czas i w ogóle o tym nie myśleć”. Zaniemówiłam. I odmówiłam, bo to jest najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Filozofia strusia, czyli robienia wszystkiego, żeby nie widzieć, co się dokoła dzieje. Nie! Trzeba się interesować, codziennie oglądać wiadomości, kupować gazety, czytać. Ja oglądam CNN, TVN24, BBC i rosyjskie Nowosti. Chcę wiedzieć. Wolę być oświecona niż nieoświecona! To, że widzisz i rozumiesz, nie znaczy, że musisz czuć się bardziej zgnębiony. Bo chłodny ogląd pozwala oswoić lęk? Oczywiście. Nie ma lepszego sposobu, jak posługiwać się rozumem, umysłem, szarymi komórkami. Ale każdy z nas ma swoją „sprężystość emocjonalną”, czyli rezyliencję. To jest termin, który pochodzi z fizyki ciał stałych i dotyczy wytrzymałości na odgięcie. Jak weźmiesz piłkę i rzucisz ją na ziemię, to jedna odbije się i wróci do ciebie, a druga klapnie i tam zostanie. Rezyliencja, czyli zdolność odbicia się od uderzenia, ciosu, ataku. To już widać u dzieci. Od czego zależy? Tu kłania się ludzka natura, wychowanie, doświadczenia, wcześniejsze ciężkie przeżycia. Jeden człowiek w pandemii przesłuchał wszystkie płyty, jakie zgromadził w domu, bo wcześniej nie miał na to czasu. Po 20 razy puszczał „Miłość ci wszystko wybaczy” czy V symfonię Mahlera i się zachwycał. Drugi natomiast siedział przy oknie, gryzł paznokcie i rozpaczał, że nie może wyjść z domu. Na lęk i strach można głaskać, przytulać, kupić pół litra i w ogóle przestać myśleć. Można najeść się słodyczy i rozluźnić się, a potem wymiotować, to też zajmuje uwagę i przestajesz martwić się tym, co za oknem. Ale można też uruchomić płaty czołowe i skroniowe. Nie jesteś amebą. Reagujesz. Gdy wybuchła wojna, wielu pomknęło na granicę i zaczęło wozić uchodźców po całej Polsce, szukać im mieszkań, lekarstw, jedzenia. Dobrze jest być gotowym na jakąś formę poświęcenia, bo to skutecznie osłoni nas przed strachem. Podobno Ikea przez 20 lat nie sprzedała tyle piętrowych łóżek, ile w ciągu ostatniego miesiąca. Polska popędziła na ratunek. Pełny wywiad z Ewą Woydyłło-Osiatyńską przeczytasz w najnowszym numerze magazynu „VIVA!”, dostępnym na rynku od czwartku 21 kwietnia 2022 roku Czytaj także: Anna Dereszowska ma ekologiczny dom na Mazurach! Pokazała nam wnętrza Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame Rozsypanie się dotychczasowego świata w wielu przypadkach jest bardzo trudne, wręcz bolesne. Ale życie toczy się dalej i od nas zależy, jak potraktujemy nieszczęście, jakie wyciągniemy z niego wnioski na przyszłość – zauważa dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska, psycholożka, terapeutka, autorka niedawno wydanej książki „Żal po stracie. Lekcje akceptacji”. Więcej… Myślę: sędzia, widzę: Salomon. To dowód na to, jak głęboko, jeszcze w latach szkolnych, zapadła mi w pamięć mądrość salomonowego werdyktu uznającego za prawdziwą matkę tę, która gotowa była wyrzec się dziecka na rzecz drugiej kobiety, zamiast rozszarpywać maleństwo na dwie połowy. Więcej… O żadnej grupie nie krąży tyle epitetów i kąśliwych uwag dotyczących zaburzeń psychopatologicznych, jak o politykach. Nie sądzę, by wynikały one z faktycznego znawstwa diagnostyki psychiatrycznej obywateli lub opozycyjnych konkurentów. Trzeba jednak przyznać, że większość przytyków dość trafnie punktuje odchylenia od norm psychicznych wysokich urzędników. Więcej… "O Bożym Narodzeniu najczęściej myślimy i rozmawiamy w przededniu Świąt, no więc znowu przyszła na to pora (...)" Więcej… "Sztukę definiujemy jako twórcze działanie człowieka odwołujące się do uczuć i intelektu poprzez oddziaływanie na zmysły (...)" Więcej… "Historycznie rzecz ujmując, budowanie siedlisk i w ogóle osiadłe życie domowe zaczęło się od sypialni (...)" Więcej… Książek psychologicznych, głównie popularnych, mamy obecnie nie rzekę, raczej ocean. To znamię naszych czasów. Sama piszę je od dawna i sprawiają mi one wiele radości. Głównie wtedy, gdy ktoś dzięki lekturze znalazł ważne odpowiedzi lub źródła celom powinny służyć książki psychologiczne. I taką właśnie napisała Marzena Ciesielska – psychoterapeutka, terapeutka uzależnień, troskliwa orędowniczka pozytywnych zmian i konsekwentna tropicielka pułapek i przeszkód na drodze do kogo jest ta książką?Najpierw dla poszukujących – bo tu znajdą pomysły, wskazówki, przykłady i argumenty pomagające pokonać lęk przed zmianą. Następnie dla nowicjuszy w dziedzinie psychologicznych rozważań, bo Autorka umie pisać jasno, prosto i konkretnie. A na końcu dla całej reszty, czyli dla nas wszystkich (także dyplomowanych psychologów) – bo książka zawiera sporą porcję edukacji opartej na naukowej wiedzy, a jednocześnie jest ciepłym i bezpiecznym przewodnikiem po ludzkich słabościach i ograniczeniach. W potoczystej, żywej narracji, w mnóstwach przykładów realnych historii ludzkich każdy odnajdzie albo to co sam przeżywa, albo co chciałby polecać tę książkę młodym, żeby jak najwcześniej przestali brnąc w niedobre pomysły i przekonali się, że zwracanie się o pomoc w trudnych sprawach to mądrość i odwaga, a nie na odwrót. Ale również przyda się ta lektura osobom mającym już kawał życia za sobą. Bo nawet wtedy warto poprawiać jakość swego życia. A często zależy to od nas samych – ponieważ, jak Autorka zapewnia: “Każda cecha, którą posiadasz, może być użyta w sam raz, w nadmiarze lub niedobrze”.Centralnym tematem książki jest istota poczucia wartości. Gdy go brakuje, trudno żyć – wszystko zagraża, wszystko budzi lęk, podejrzliwość i nieufność. Inni automatycznie wydają się wrogami. Umocnienie poczucia wartości ratuje przed pokusą ciągłej walki albo ucieczki. Człowiek o dojrzałym poczuciu wartości nie obraża się na tych, którzy myślą i postępują inaczej. Poczucie wartości jest niezbędnym elementem więzi i przyjaźni. No i sposobie ujmowania różnorodnych kwestii psychologicznych zwraca uwagę świeżość spojrzenia i trafność obserwacji, a także bogaty materiał faktograficzny oparty na praktyce terapeutycznej Autorki oraz jej znajomości fachowej literatury. Książka ta powinna znaleźć się w kanonie każdego myślącego i czującego Czytelnika. Tym bardziej, że czyta się ją z wielką przyjemnością, ponieważ jest urozmaicona, barwna, rzeczowa i nie brak jej subtelnego humoru (zwłaszcza we fragmentach autobiograficznych).Moje szczere gratulacje dla Autorki oraz Woydyłło Osiatyńska Ziemia od lat daje sygnały, że człowiek mocno ingeruje w jej naturalny rytm. Choć większość z nas chce jej pomóc, czas wojny sprawił, że liczba problemów do rozwiązania namnożyła się. Niestety podobnie jak liczba naszych lęków i rzeczy, które ciężko zaplanować. Jak odnaleźć się w tej rzeczywistości? Odpowiada doktor psychologii Ewa Woydyłło-Osiatyńska. Ewa Woydyłło-Osiatyńska o lękach. Jak sobie z nimi radzić? Podczas sesji dla VIVY! zapytaliśmy doktor psychologii o to, jak radzić sobie ze strachem przed wojną. „Żeby oswoić swoje lęki, bo nie wiem czy da się je zmniejszyć, to przede wszystkim nie można stronić od faktów. Nie można się na nie zamykać, nie wolno się od nich odwracać. Zamykanie oczu na fakty niepokoju nie uśmierzy, a tylko pogłębi chaos i niewiedzą”, powiedziała nam. „Druga rzecz to rozmawiać. O tym, co przeżywamy. Ja często dodaję, że warto też otaczać się i zwracać się do ludzi pogodnych. Jedni będą katastrofizować, a inni wykażą się opanowaniem. Lepiej wejść w tę konwencję spokoju”, dodała. Bohaterka nowej VIVY! wyjaśniła także przed naszą kamerą, jak rozmawiać z dziećmi o wojnie. Kilka cennych wskazówek pozwoli to zrobić mądrze i rozważnie. Posłuchajcie materiału wideo do końca. CZYTAJ TEŻ: Ewa Woydyłło-Osiatyńska o lęku, wojnie, pandemii i pomaganiu. „Musimy się z tym zmierzyć, nie ma innego wyjścia”, podkreśla Fot. Olga Majrowska Wojna a ochrona środowiska – fragment wywiadu z Ewą Woydyłło-Osiatyńską z VIVY! Zanim wybuchła pandemia, martwiliśmy się o katastrofalne zmiany klimatyczne. Teraz dobro planety zeszło na dalszy plan. Ale strach o Ziemię, o przyszłość cały czas powoduje rozlany lęk. Widziałam niedawno fantastyczny film dokumentalny „Jestem Greta” – o Grecie Thunberg, dziewczynce, która w wieku 15 lat rozpoczęła protest pod budynkiem szwedzkiego parlamentu przeciwko zmianom klimatu. Przestudiowała masę książek na temat klimatu i historii Ziemi, ona naprawdę to rozumie i udaje jej się przebić w świecie cynicznych facetów, którzy próbują ją zagłuszyć. Jest nadzieja, że ten proces dewastowania Ziemi i klimatu zastopuje. W czasie pandemii widziałam przejmujący monodram „Simona K. Wołająca na puszczy”, przypowieść o walce i ukojeniu, jakie może dawać przyroda, który zagrała rewelacyjna Agnieszka Przepiórska. Simona Kossak pochodziła ze słynnego rodu Kossaków, ale porzuciła Kraków i została profesorem nauk leśnych. Mieszkała przez 35 lat w starej leśniczówce Dziedzinka w samym sercu Białowieskiego Parku Narodowego. Słynęła z bezkompromisowych poglądów, wrażliwości na los zwierząt i działań na rzecz ochrony przyrody. Walczyła z niehumanitarnymi metodami badań naukowych przeprowadzanych na zwierzętach. Wytoczyła proces PAN-owi i wygrała tę sprawę. Wierzę, że biologia obroni się przed człowiekiem, a człowiek jej w tym pomoże. Chyba nie mamy wyboru Oczywiście, że nie mamy. Pewnie młodzież to pociągnie, oni szybciej odradzają się po traumach. Oni zadbają o Ziemię, będą naszą lokomotywą. Już są kraje, jak Nowa Zelandia, Islandia, inne kraje skandynawskie, gdzie troska o planetę jest priorytetem. Ich społeczeństwa już zrozumiały, że nie warto mieć 40 sukienek, bo wystarczą cztery. Inaczej hodują rośliny, zwierzęta, inaczej się ogrzewają. A jak trochę zmarzną, to ubierają się cieplej. Oni już mają inną świadomość. Poza tym ludzkość przetrwała wiele tysięcy lat. I trwa. Kain zabił Abla, jak było ich tylko dwóch. Dziś proporcja jest na korzyść przetrwania. ____ Cały wywiad prasowy przeczytasz w nowej VIVIE!. Czytaj także: Doktor Tomasz Rożek o groźbie wybuchu wojny atomowej i katastrofie klimatycznej Fot. Olga Majrowska @

dr ewa woydyłło osiatyńska